dzwięk

Bar Symposium 2011

2011-09-26

Nasz Kuryer donosi, iż Bar Symposium edycja 2011 już za nami. Oto relacja Jacka Wojdyło z pierwszego dnia imprezy.

Bar Symposium 2011

No dobra… trochę czasu minęło a i stężenie alkoholu we krwi znacznie się obniżyło – czas więc rzucić trzeźwym okiem na tegoroczną, drugą edycję Bar Symposium.

Impreza udała się świetnie. Znakomita frekwencja, świetni prelegenci (w tym nieskromnie stwierdzając my :) , wspaniałe produkty, fajne miejsce i fantastyczna organizacja nad którą cały czas czuwali Tomek i Ania. Chętnie porównałbym ją do pierwszej, zeszłorocznej edycji, ale z różnych powodów nie udało mi się na nią dotrzeć. Zakładam, że druga edycja była lepsza, a i kolejne podnosić będą poprzeczkę jeszcze wyżej i w końcu doczekamy się imprezy na miarę BCB, Imbibe, Tales of the Cocktail  lub londyńskiego Bar Show z czasów jego świetności. Dodatkowy smaczek dodała scena klubowa, na której pod czujnym okiem Adama odbywały się flairowe pojedynki De Kuyper Battle for Flair.

Zaskoczeniem było z pewnością zainteresowanie, a raczej jego brak wśród wystawców. Porównując do dużych międzynarodowych imprez, gdzie pojawiają się dziesiątki, jeżeli nie setki różnych marek, Bar Symposium wypadło trochę blado. Trochę to dziwne. Duże firmy alkoholowe chyba zapomniały, że na końcu łańcucha, zwanego sprzedażą branżową znajduje się barman. To on poleca i przekonuje gościa do nowych produktów, zachęca do spróbowania nowych smaków. Jemu barowy gość ufa najbardziej… więc nieobecność dużych marek na najważniejszej polskiej imprezie skierowanej do pracujących w branży, trochę dziwi. Z tych, którzy nie zawiedli należy wspomnieć o znakomitych produktach Z. Kozuba i Synowie. Było to moje pierwsze zetknięcie z tą firmą i muszę przyznać, że jestem bardzo mile zaskoczony. Świetna robota panowie i tak trzymać! Oprócz nich swoje produkty prezentowali dystrybutorzy i producenci z Pinot Wine & Spirits (naprawdę świetne portfolio produktów), Racke Polska, Toorank Polska, APS Glass & Bar Supply, Agwa, Schweppes i Brown-Forman Polska (na stoisku z pięknymi hostessami). Trzeba przyznać, że 8 wystawców to trochę mało i miejmy nadzieję, że w przyszłym roku zainteresowanie branży tą imprezą będzie znacznie większe.

Ale wracając do samego Bar Symposium, zaczęło się od Aperitifu w Paparazzi przy Mazowieckiej, gdzie zgromadzeni uczestnicy poznali prelegentów, a nawet odśpiewali jednemu z nich sto lat z okazji 30-tych urodzin. Dla mnie największym zaskoczeniem dnia był ginger beer od Marks and Spencer, z którym zaserwowano mi mój rum. Dla zainteresowanych Bacardi 8. Nie wiedziałem, że Marks and Spencer dostępny jest w Polsce, a co dopiero, że robią oni własny ginger beer. No cóż, człowiek uczy się każdego dnia.

Wykłady dnia pierwszego zaczęły się od prelekcji Leszka Wiwały o metodach zabezpieczania napojów spirytusowych i przykładach ich łamania, między innymi o malinowej nalewce katowickich studentów :) . Później na scenie pojawił się niezwykle charyzmatyczny Joerg Meyer z hamburskiego Le Lion. Jeden z członków Travelling Mixologists podzielił się ze zgromadzoną publicznością sposobami i sztuczkami, których używa aby sprawić, by goście czuli się znakomicie w jego barze. Część z nich z pewnością należałoby przenieść do naszych lokali.

Ciężko oceniać własny wykład, w którym staraliśmy się przybliżyć wam historię Martini. Mamy nadzieję, że wam się podobało i każdy wyniósł coś dla siebie, a zrobione przez nas drinki wam smakowały. Przy okazji ukłony dla Kozubów za ich fantastyczną Żytnią Okowitę, na której wykonaliśmy nasze Zbójeckie Martini i dla wódki Potocki użytej przez nas w bondowskim Vesperze. Za wszelkie uwagi, co do wykładu dziękujemy i czekamy na kolejne. Rafał przeprasza za nadużywanie niektórych słów, a ja za zangielszczenie wyrazów – co zasugerował nam po wykładzie jeden z uczestników. Wiele jeszcze przed nami, ale mając tak zaangażowanych słuchaczy jesteśmy spokojni, gdyż zmierzamy w dobrym kierunku.

Pierwszy dzień wykładów zakończyła węgierska ekipa z Boutiq Bar z Budapesztu pod przewodnictwem Zoltana, mojego starego znajomego z czasów wczesno-londyńskich. Zoltan, wspierany przez swój Bar Dream Team opowiedział o problemach z wprowadzeniem idei koktajl baru na węgierskim rynku. Jego bar ma już dużą renomę na Węgrzech, ale początki, jak pokazali chłopaki, były trudne. Drużyna z Boutiq Bar w myśl powiedzenia „Polak – Węgier dwa bratanki, do gitary i do szklanki” ugościli zgromadzoną publiczność kilkoma drinkami z „American Bar”, pierwszej węgierskiej książki barmańskiej, napisanej przez Aczela Miksa w 1899 roku. Więcej o tej pozycji już wkrótce jako, że byłem jednym z tych szczęśliwców, którym Zoltan podarował kopię.

Pierwszy dzień zakończył się After-Party w Paparazzi, na którym również z naszej winy, skończyło się zarówno Bacardi 8 jak i Marks and Spencerowski ginger beer :) .

Relacja z drugiego dnia już wkrótce.

J.W.